2008 – 50 HRŚ

Posted by szpula on 8 maja 2011 with Brak komentarzy


5-8 czerwca 2008 r.

O Rajdzie słów kilka…
czyli króciutka relacja z wydarzeń na IV trasie
50 Harcerskiego Rajdu Świętokrzyskiego

Rajd dla niektórych zaczął się jak co roku przednoclegiem. Tym razem w Zespole Szkół w Tumlinie. Już od późnego środowego popołudnia przygotowywaliśmy swoje glosy, nogi, tudzież inne części ciała na kolejną wędrówkę po Górach Świętokrzyskich. Start odbył się na dworcu PKP w Tumlinie. Tym razem nie było żadnego częstowania deserami , czy tez udzielania pomocy przy przechodzeniu przez tory, bo tam w pobliżu praktycznie ludzi nie ma…

Było tylko szycie. Nie, nie szycie ludzi, no co Wy?! Szycie misia, z czym zresztą wszystkie patrole świetnie dały sobie rade. Później czekało Was bliskie spotkanie z papierem toaletowym i gra wraz z „nim” w klasy. Niektórzy byli tak głodni, że postanowili zjeść „swojego nowego kolegę”. Nie jestem pewna czy im to na zdrowie wyszło 🙂 Na trasie czekał na Was również malutki slalomik przez wcale „nie wysoką” kładkę. Jestem ciekawa jakie miny mieli kierowcy, przejeżdżający pod nią podczas Waszego dziwnego skakania. Na koniec trzeba było „przeprawić” się przez rzeczkę w troszkę nietypowy sposób, wrzucając po drodze piłeczkę do golfa w odpowiednie miejsce.

Niektórzy nawet zażyli kąpieli co zdecydowanie zmniejszyło kolejkę do studni na noclegu ;). Nie wszyscy jednak dotarli tam o odpowiedniej porze, ale ja znalazłam na to proste wytłumaczenie. Po prostu postanowili iść na nocleg do Mąchocic tak ja było zapisane w regulaminie, niby nie wiedząc o zmianie miejsca noclegu. Prawda, ze właśnie o to Wam chodziło?? Ja Was doskonale rozumiem 🙂

Drugi dzień rozpoczął się od lepienia Kubusia. Sklep w Krajnie Wymyślonej nie sprzedał chyba nigdy, w ciągu jakiś 4-5 h, tyle soli, ile tamtego pamiętnego piątku. Niektórzy nie znają dobrze łaciny, trzeba to przyznać, i nie ma to jak lepić z masy solnej składającej z soli, wody i… ogórka 🙂 Oj, ale ważne, że się udało 🙂 Święta Katarzyna tym razem przywitała Was mlekiem. Picie go z lateksowej rękawiczki chyba nie zdarza się na co dzień. Ale obserwując w jaki sposób to wykonywaliście nasuwała się myśl, że już kiedyś to robiliście 🙂

Wszyscy w miarę szybko poradzili sobie również z odgadnięciem świętego żywiołu i na szczęście nie spalili całej kartki. Po odczytaniu hasła można było spokojnie udać się na zamek do Bodzentyna, mijając po drodze siostry SS 🙂 Na zamku czekała natomiast Wyrocznia, którą trzeba było bardzo ładnie porosić o udzielenie jakiś informacji, ewentualnie rozśmieszyć aby takowe informacje otrzymać. Kiedy to już się udało, należało rozszyfrować pewien dziwnie zaszyfrowany tekst, ale dla naszych czwóreczkowych rajdowiczów to bułka z masłem 🙂 Po wykonaniu tego można było już zacząć myśleć o zbliżającym się noclegu.

Trzeci dzień postaliśmy zacząć od małego zadanka kulinarnego, bardzo łatwego, tak aby każdy mógł się jeszcze dobudzić. Jak się okazało nie wszyscy pomagają mamie w domu i troszkę zeszło zanim niektórzy wykonali zadanie. Najważniejsze, że u każdego był pożądany efekt 🙂 Następnie wszyscy wyruszyli szlakiem zielonym, aby dojść do kolejnego punktu i móc poskakać sobie wraz ze swoimi „leciutkimi” plecaczkami na mega skakance. Niestety nie każdy patrol dotarł na ten punkt. Ale ja oczywiście mam na to kolejne wytłumaczenie.

Po prostu niektórzy chcieli bardziej dokładnie zwiedzić okolice, czego nie można im mieć za złe 🙂 Na skraju lasu czekała na nich biedna druhenka potrzebująca pomocy ( tzw. Rysiek 🙂 ). Idąc potknęła się i trzeba było jej opatrzyć nóżkę. Zdaniem naszej profesjonalistki, druhny Ilony, każdy patrol radził sobie całkiem nieźle. Końcowym zadaniem była gra w „zośkę”, którą musieliście sami wykonać. Z wykonaniem poszło lepiej niż z samą grą, ale naprawdę się staraliście.

Prawie każdego dnia pogoda dopisywała. Troszkę w sobotę popołudniu się popsuła, ale to i tak nikogo nie zniechęciło do kontynuowania dobrej zabawy. Przez cały rajd nie brakowało Wam dobrego humoru, inwencji twórczej i wyobraźni, co słyszeliśmy w pisanych przez Was piosenkach, skeczach czy też zagadkach. Wspólne ogniska, kominki, pląsy- naprawdę było super!!! Oczywiście nie może zabraknąć wzmianki o naszym świetnym panie Marianie, który sobie bardzo dobrze radził. Ale trzeba stwierdzić, że nawet stalowe nerwy czasem puszczają 🙂 I my naprawdę dobrze to rozumiemy, ale mamy nadzieję, że caały rok wystarczy by pan odpoczął i znów z nami wyruszył w Góry 🙂

50 Harcerski Rajd Świętokrzyski zakończył się w Harcerskim Ośrodku Wypoczynkowym nad zalewem Lubianka.

Nagrody, podziękowania za wspólnie spędzony czas i te niestety pożegnania. Wszystko co dobre szybko się kończy. Widzimy się za rok na 51 🙂 i pamiętacie: najważniejsza jest… ATMOSFERA!!!

Bilonka

« poprzednia strona

2001 – 43 HRŚ

31.05-03.06.2001 r. „Etnografii świętokrzyskiej…” Kilka migawek z obch...

następna strona »

2009 – 51 HRŚ

4-7 czerwca 2009 r. zlot w Wąchocku 51 Harcerski Rajd Świętokrzyski rozpoczął...

Zostaw odpowiedź

Musisz się logged in aby móc komentować.

Na razie brak trackbacków.